Janka - G. Zapolska
Wyjście spod klosza, rozpoczęcie życia na własną rękę. Ciężki początek - ciężko Jance w jej świecie, w świecie arystokracji.
Brak kompetencji - niewyrobiona emocjonalność, niewyrobiona inteligencja.
Janka na początku - dzikuska, dzikie dziecko, niepełnowartościowe członkinie rodu - kobiety, duch - zmarnowanie rodu, owady - coś denerwującego, irytującego.
Ojciec to fundament problemu. Stały punkt odniesienia. Skupiony na tradycji, przedłużenie rodu zniewoleniem, szaleństwem, fiksacją. Oderwany od rzeczywistości. Nie pasuje do tego świata, w którym się znalazł. Zbyt skupiony na tradycji, przeszłości, by odnaleźć się w czasie. Przekaziciel tradycji - według siebie strażnik, niezłomny i konsekwentny, twórca tożsamości.
Łęcki też był niedzisiejszy - nie ignorował córki, traktował ją jak człowieka, emocjonalnie nie jest wybrakowany. Nie ma pękniętej relacji rodzicielskiej.
Podolski jest już socjopatą. Udaje, że jego córki nie istnieją. Niektórzy uznają, że jest zbyt ekstremalny i przez to mniej prawdopodobny.
Jego niechęć narzucona. Konieczność konkretnego wychowania, okrutnego, zupełne odżegnanie się od kontaktu z dziećmi. Z Justynem też nie ma dobrego kontaktu.
Syn banalny, trąci brukiem. Ojciec wyniosły, owionięty pogardą do świata.
Nieuzasadniona złośliwość. Justyn i Podolski robią sobie na przekór.
Zależność pieniężna Justyna od ojca to jedyna zależność. Ma przywilej kłótni z ojcem, np. o pieniądze.
Metaforyka grobowcowa w domu Podolskich.
Zachwyt Janki nad światłem prześwitując i migotającym w świetle liściu, włosach ukochanego. Jasność Kuniewicza też ma w sobie ciemność.
Edukacja i poświęcenie także kryją w sobie mrok.
Motywacje Janki: miłość
Jasność też oślepia, parzy, nie jest jednoznacznie dobra.
Rusiecki wydaje się Jance fajniejszy na tym balu. Traktuje ją na równi, włącza ją. Jest jakaś intymność w tym, że opowiada o usprawnieniach na swoim majątku to coś odświeżającego dla Janki wychowanej w toksycznym milczeniu.
Rozpoznanie Rusieckiego jako kanalię i opresora, który narzuca się młodej kobiecie, szwaczce. Czuje w tym urazę dla całego rodzaju kobiecego. Zdolność współodczuwania.
Szwaczka przyszywa koronkę. Janka widzi w lustrze siebie i ją. Lustro jako możliwość zdystansowania i spojrzenie spoza siebie. Lustro to fundament rozwojowy - moment identyfikacji siebie to moment konstytuowania jaźni.
Janka - jasna, szwaczka - ciemna.
Szwaczka zostawia dzieci same; to mogłaby być Marta.
Szwaczka jest słaba, chora, zielona. Zdrowa bladość Jagny vs zielonkawa, zgniła bladość szwaczki.
Pierwotność wypracowana. Musi pozbyć się nabytych nawyków i wraca do tradycji empatii, bycia troskliwą wobec bliźnich. Jest w tym pierwotna, ale musi się do tej pierwotności dokopać.
Obmycie nóg - zdobycie wrażliwości. Jasność sukni zamieniona na jasność własną.
Empatia uznawana za histeryczność. Empatia zdobywana w trudnych okolicznościach.
Janka jako wariatka vs bohaterki zakładu paryskiego.
Wariatki są w jakiś dziwny sposób szczęśliwa. Ona nawet w swoich stanach nie ma wyzwolenia od bólu i cierpienia. Jest zbyt świadoma, by zatracić się w szaleństwie.
W swym szale staje się zielona zamiast bladej jak tamta szwaczka.
Wolność poprzez śmierć Podolskich. Oni nie mogli się zmienić. Zmierzch dekadentów, umiera jakieś pokolenie - nadzieja na coś nowego.