Programy i dyskusje o Weselu i samo Wesele.
Bolesław Prus o Weselu; 20 lat po wydaniu Lalki: zestawia z Dziadami, za dużo jest fragmentów zbędnych, przegadanych, pierwsza część jest naturalistyczna, ale Prusowi się to średnio podoba, że jest dużo wszystkiego i widzimy wiele, widzimy świat takim jaki jest, podsłuchujemy, wchodzimy w środek wielkiej imprezy - wesela inteligenta i chłopki, obrazowanie wesela wiejskiego, gdzie się ścierają klasy społeczne, naturalizm i Prus to słabe połączenie; uważał, że naturalizm jest zbyt brudny dla efektu, zbyt brutalny, chociaż tego argumentu tu nie wysuwa. Pragnie wielkiej poezji, wielkiego patriotyzmu, który by motywował do walki, dawał nadzieje, pokrzepiał serca. U Wyspiańskiego są wersy zbędne, wszyscy zasypiają, Wesele wyzywa od durniów i zmusza do konfrontacji z wadami narodowymi. Wesele nawiązuje do Dziadów, ale wg nie ma do nich podjazdu. Poezja powinna być wzniosła w każdym jej słowie. Wesele nie daje żadnych postaci szlachetnych, patetycznych, dobrych. Krytykuje przerost formy poetyckiej i że zbyt długo - sugeruje pominięcie tej melodyjnej przewlekłości, nastrojowości. Kobiety w utworze są upadłe i chcą segz, zamiast wzniosłych, pięknych i niewinnych z Dziadów. Formuła pozytywistyczna i utylitarystyczna okazuje się bliższa romantyzmowi, bo pokazuje jakieś modele.
Tadeusz Bezimienny [Wilhelm Feldman] o Weselu: Prus nie rozumie tego utworu :((( Poezja ma nie tyle wprowadzać bohaterów-modelów, ale być malarska, stawiać w świetle to, co się tai w duszy - marzenia, tony, drgnienia duszy. Mogą być nieskoordynowane, niesprecyzowane, myśli w zalążku, wydobywające się z chaosu i nabierające dopiero znaczenia. Melodyjność sztuki jest obecnie ceniona. Dalej rozbrzmiewa spór między dawnym a nowym pokoleniem - rozmowa jest już jakiś czas po publikacji Wesela, spory o wygląd obecnej sztuki trwają też od dawna i nadal nie doszli do żadnych wniosków i akceptacji drugiej strony. Poezje należy przeżywać.
Józef Weyssenhoff: Zarzuca zbytnią malarskość i muzyczność Wyspiańskiemu. Nie akceptuje zmian w literaturze. Uważa, że można być albo malarzem, albo poetą. Łączenie tego jest karygodne. Zarzuca chaos i bawienie się poprzez zaspokajanie, gorączkowość, zbytnią fragmentaryczność. To nośnik idei pozytywistycznych sztuki.
Wesele:
Stanisław Brzozowski, Legenda Młodej Polski, rozdz. XV o Wyspiańskim: "Na tym zasadza się wielkość Wyspiańskiego, że toczył on z bezdziejowością rozpaczliwą walkę, że dzień po dniu, etap po etapie pasował się w sobie z psychiką prywatnego człowieka-niewolnika, że walczył z tą pozahistoryczną psychiką, która ciąży nad całą twórczością polską jak bezwiedne fatum wewnętrzne. Niewola weszła w duszę i przeżywając samych siebie, ulegając swobodnemu, żywiołowemu pędowi psychiki naszej, żyjemy jako własną naturą — rozkładem dziejowości, straszliwą siłą ciążenia ku narodowej nicości." Typowy konserwatysta trochę? Wyspiański staje się elementem tego sporu między tradycją a nowoczesnością. Wspomnienia państwa i historii, które mają wywołać jakąś reakcję, są zakorzenione w pewien sposób w nas. Założenie, że historia jest częścią nas - gubimy świadomość historii, ale jest jakimś zbiorem faktów, który w nas jest. Pamięć kulturowa zwyczajowo sięga 100 lat wstecz - tak daleko, jak pamiętają nasi dziadkowie. Historia Wyspiańskiego sięga dalej, ale skupia się głównie na XIX w. Uświadomienie sobie wagi, zdanie sobie sprawę z tego ciężaru. Odejście od historii to ucieczka od akademii i nieznośnego, pompatycznego spojrzenia. Brzozowski strzela pytaniami, bo konfrontacja z duchami, przeszłością, pamięcią przekłada się na osobniczą konfrontacje z przeszłością - warto to zrobić, ale nikt z tego nie zrobi za nas; jest to dobrowolne. Jest to jednak pewnego rodzaju obowiązek obywatela. Wyspiański jako Don Kichot, który walczy z wiatrakami, który jest odrzucany, ale nadal walczy. Polska literatura poza Wyspiański to niezrozumienie tego, co ma robić poeta; liryczna nicość. Brzozowski nie lubi liryczności nicości, nastrojowości, sztuki dla sztuki, jałowości duchowej u większości twórców; lubi za to Wyspiańskiego, Wyspiański pokazuje coś więcej.
Mamy jakieś patriotyczne porozumienia między klasami w chwilach przełomowych także później. Patriotyczny sojusz, synergia w wyższym celu. Na ile jest to uświadomienie sobie polskiej tożsamości? Istnieje możliwość sojuszu. Łatwiej udać kogoś, kim się nie jest - przekraczać granicę. Niezależnie od mobilności, to poczucie tożsamości musi przezwyciężyć. Przełożenie dialogu księdza i Żyda a biznesmenem a księdzem/nauczycielem - na ile chodzi o budowanie wspólnej tożsamości, a na ile własne interesy? Wyspiański wskazał problemy i możemy je dostrzec, łatwiej je widzimy, ale nie pokonaliśmy ich.
Budowanie tożsamości narodowej. Wesele to nadal impreza, gdzie spotykają się różni ludzie, którzy mogą mieć ze sobą na pieńku. Napięcia rodzinne a napięcia klasowe. Rozwiązanie konfliktu w naturalny sposób - trochę eksperyment, bo Wyspiański jest na weselu i widzi, że z problemów zwykłych ludzi krystalizuje się problem narodu.
Jak powiemy patriotyzm, służba Polsce, kluczowe wartości - ludzie się rozjeżdżają w rozumieniu tych wartości. Istnieje potrzeba poszukania jakiegoś porozumienia w tym całym galimatiasie. Widzi to Wyspiański, przeczuwa to Brzozowski.
Kiedy Dziennikarz mówi o cierpieniu narodu, Stańczyk dostrzega w tym pewną nieszczerość. Widzi źdźbło w oku bliźniego [Dziennikarz], ale nie widzi beli we własnym. Stańczyk ma też sam bagaż doświadczeń - synergia intelektualisty, który nie może przezwyciężyć rozbicia świata, zamętu rozumu, rozbicia modlitw - modlitw w różnych celach. Z zamętu musi być jakaś droga. Zamęt jest naturalnym elementem kultury - skoro był on zawsze, to znaczy, że nie jest najgorzej. Można wyjść z niego w jakimś kierunku. Dziennikarz mówi, że zaćmił mu się Bóg, a Stańczyk na to, że z fermentu też coś się rodzi. Z nieładu rodzi się początek - myślenie genezyjskie.
Dziennikarz rozmawiać będzie później z Poetą; ukazuje jego wypalenie zawodowe lol, ale jak on doświadcza wypalenia to trochę słabo, bo pełni ważną rolę w społeczeństwie. Jak to przepracować na co dzień, to może uda się przepracować w narodzie? Zasłanianie się Polską, by robić coś, by liczyć kasę, by coś tam. Niechęć do czegokolwiek, niechęć do wszystkiego. Nikt nie oczekuje niczego - pozostaje obojętność, bierność. Już lepiej mówić, że mnie to wkurza, że mnie to pali w jakiś sposób, niż milczeć i gasnąć.
Wernyhora - najważniejszy duch. O co mu chodzi? To wyraźny znak przeszłości, który przybywa na Wesele i rozmawia głównie z Gospodarzem. To trochę taki znak, siła, który ma odkopać uczucia do narodowego, odkrycia sensu walki i bycia tutaj, zebrania ich. Wskazuje na to, co może się zrodzić z tego fermentu, który jest obecnie wokół nich. Próbuje przebudzić tych, którzy śpią. Połączenie szczerości i serdeczności chłopów, rozumu inteligencji. Międzynarodowe porozumienie w obrębie Rzeczpospolitej - to duch Rzeczpospolitej wielonarodowej, ukraiński wieszcz w polskim stroju, nawiązujący w swej mowie do Ukrainy ("sława"). Nikt nie myślał o monoetniczności takiej, jaką znamy teraz. Każe rozesłać wici, zebrać ludzi - ponadjednostkowy zryw. Mitomańska struktura, wezwanie pojawia się pod koniec, kiedy mamy poczucie do kogo wyruszamy, do tego, że beznadzieja i spory i tak będą powtórzone wszędzie - widz wie wcześniej, że się uda. Nie ma miejsca na fałszywą nadzieję. To jest skazane na porażkę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz